Sobota, 23 czerwca 2018, Imieniny: Albina, Wandy, Zenona PL EN | |

Profesor Lech Krzyżaniak

Wspomnienie o Profesorze Lechu Krzyżaniaku (1940 – 2004) autorstwa Marka Lemiesza (Muzeum Archeologiczne w Poznaniu) Był zawsze dynamicznym, pełnym energii człowiekiem. Pierwsze symptomy poważniejszych problemów zdrowotnych pojawiły się rok temu i chociaż dla całego otoczenia były kompletnym zaskoczeniem, nikt chyba nie mógł spodziewać się, że choroba tak nagle wyrwie Go spośród żywych. W maju zdecydował się na pobyt w szpitalu, gdzie miał poddać się rutynowemu zabiegowi chirurgicznemu. Z pracownikami poznańskiego Muzeum Archeologicznego, którego był wieloletnim dyrektorem, żegnał się na kilka zaledwie tygodni, do końca wydając dyspozycje i rozdzielając zadania… Kolejne serie badań potwierdziły jednak najgorsze obawy. Potem nastąpiły ostatnie tygodnie intensywnej opieki paliatywnej, gdy przy Jego łóżku bez przerwy czuwały trzy kobiety: żona, córka i bratanica. Odszedł 10 lipca 2004 roku, przeżywszy 64 lata. Pogrzeb na Cmentarzu Miłostowskim zgromadził setki ludzi, którzy przyszli pożegnać Go w ostatniej drodze – przyjaciół, współpracowników, uczniów, a także przedstawicieli władz miasta Poznania i środowiska naukowego z całego kraju… Tego dnia od rana trwała ulewa. Jednak w momencie, gdy kondukt ruszył cmentarną aleją, deszcz nagle umilkł, a zza chmur wychynęło słońce – silne, niczym na afrykańskim niebie, pod którym spędził sporą część swego życia… Lech Krzyżaniak urodził się 8 lutego 1940 r. w Wilkowie, niewielkiej wsi w powiecie szamotulskim, w rodzinie nauczyciela miejscowej szkoły. Wielkopolskie korzenie – wraz z całym wiążącym się z nimi bagażem uwarunkowań historyczno-kulturowych, stereotypów i przekazanych zapewne w genach cech charakteru typowego Poznaniaka – stanowiły dla Niego zawsze powód do autentycznej dumy, choć nie pozbawionej zdrowego dystansu i autoironicznej refleksji. Dzieciństwo, spędzone na wsi położonej nieopodal wspaniałych ostępów leśnych i słynnego rezerwatu Bytyńskie Brzęki, wpłynąć musiało na przemożną fascynację lasem i dziką naturą, której to pasji Profesor pozostanie wierny przez całe życie – już to jako badacz problematyki wpływu zmian środowiska przyrodniczego na funkcjonowanie prehistorycznych społeczności, już to jako zapalony myśliwy i aktywny członek koła łowieckiego, w którym dał się poznać jako autentyczny miłośnik leśnej flory i fauny, zaangażowany nie tylko w akcje odstrzałów chorej zwierzyny, ale i w jej dożywianie zimą czy ochronę przed działalnością kłusowników. W czasach studenckich miał drugą jeszcze pasję – motocykle. Po latach wspominał, iż ze swym przyjacielem, prof. Michałem Kobusiewiczem, kupili niegdyś dwa modele o tajemniczo dziś już brzmiących nazwach: WFM i WSK. I chociaż ponoć więcej czasu niż sama jazda pochłaniać miały ciągłe naprawy, fascynacji motoryzacją i samochodami terenowymi Profesor ulegać także będzie później, podczas swych wypraw po pustynnych bezdrożach. W 1957 r. Lech Krzyżaniak zdał egzamin maturalny w Liceum Ogólnokształcącym w Szamotułach, po czym wstąpił na Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie studiował archeologię pod kierunkiem wybitnych poznańskich profesorów – prahistoryków: W. Koćki i J. Kostrzewskiego. Studia ukończył w 1962 r., broniąc magisterium poświęconego cmentarzysku kultury łużyckiej z przełomu epok brązu i żelaza w Biernatkach k. Śremu. Już wówczas zatrudniony był w poznańskim Muzeum Archeologicznym, z którym związało się całe jego życie zawodowe i gdzie przeszedł przez wszystkie szczeble zawodowe – od asystenta poprzez kustosza, docenta aż po fotel dyrektorski, który – w obliczu niezwykle skomplikowanej sytuacji – objął po W. Błaszczyku w roku 1982, powróciwszy – pomimo wahań – ze stypendium zagranicznego do objętego stanem wojennym kraju. Trzeba też podkreślić, iż cała kariera naukowa Lecha Krzyżaniaka, jeśli mierzyć ją stopniami naukowymi, należała chyba do najszybszych w dziejach naszej powojennej archeologii: w wieku 28 lat uzyskał doktorat nauk humanistycznych, przedstawiając na poznańskim uniwersytecie dysertację dot. obrządku pogrzebowego kultury pomorskiej. W 1975 był już doktorem habilitowanym, a w 1992, po przewodzie przeprowadzonym na Uniwersytecie Warszawskim, otrzymał profesurę w zakresie nauk humanistycznych.

Tymczasem jednak jest początek lat 60-tych. W druku ukazują się pierwsze publikacje naukowe młodego magistra Krzyżaniaka, poświęcone głównie pradziejowym stanowiskom archeologicznym Wielkopolski. Jednocześnie jednak krystalizuje się wówczas drugi nurt Jego zainteresowań, których owocem stało się kilka artykułów dotyczących problematyki nader odległej: pradawnym kulturom Ameryki Środkowej i Południowej. Jak twierdził później sam Profesor, wszystko zacząć się miało od recenzji rosyjskiej pracy „Isskustwo driewniej Ameriki” R.W. Kindżałowa. Fascynacja tak odległym terenem i mało wówczas popularną w Polsce tematyką z początku zawiodła Lecha Krzyżaniaka na… prywatne lekcje języka hiszpańskiego, a nieco później – przed oblicze nestora i twórcy polskiej szkoły archeologii śródziemnomorskiej, profesora Kazimierza Michałowskiego, który poważnie brał pod uwagę możliwość wystąpienia o zezwolenie na rozpoczęcie badań w Meksyku. Ponieważ jednak ówczesna sytuacja polityczna nie sprzyjała szybkiemu uruchomieniu projektu, profesor Michałowski postanowił tymczasem sprawdzić umiejętności poznańskiego naukowca nad Nilem. I tak oto, w zupełnie przypadkowy sposób, w końcu 1965 Lech Krzyżaniak pojawił się w Aleksandrii na Kom el-Dikka, rozpoczynając tym samym swą największą naukową – i osobistą zarazem – przygodę życia, ów „przewrotny romans z Afryką”, jak ją później będzie nazywać. W owym czasie archeologia klasyczna, wykorzystująca bardziej warsztat badawczy historii sztuki, dopiero zaczynała doceniać walory rozwiniętej przez prehistoryków metodyki eksploracyjnej. Natomiast debiutant wykazał się sporym doświadczeniem w prowadzeniu prac terenowych, toteż Michałowski postanowił dołączyć Go do zespołu działającego w Sudanie. Lech Krzyżaniak wziął udział w pierwszych, dziś już legendarnych kampaniach wykopaliskowych w Dongoli (sezony 1966/1967, 1970 i 1971). Przed paru latu, pracując w Stacji Archeologii Śródziemnomorskiej w Kairze, miałem sposobność porządkować archiwalne zdjęcia ze wspaniałych lat 60-tych – złotej epoki polskich badań nad Nilem. Natrafiłem wówczas również na stare, pożółkłe fotografie, wykonane przez członków owej pionierskiej ekspedycji dongolańskiej: poszarpane, wypłowiałe od słońca wojskowe namioty rozbite w szczerym polu (a właściwie – w pustyni), skromna wigilia pod imitującym choinkę akacjowym drzewkiem, archeolodzy na osiołkach, uwiecznieni w trakcie codziennej, kilkukilometrowej podróży na stanowisko i z powrotem… I nasuwa się nieodparte wrażenie, że oto miałem przed sobą klucz do zrozumienia tego, co w pełni zawładnęło duszą młodego poznańskiego archeologa, i co zwiąże Go silną i nierozerwalną nicią z Sudanem na resztę życia: urok i egzotyka tego fascynującego kraju, a przy tym niezwykła atmosfera wykopalisk, nie odbiegająca od tej z epoki Petriego czy Cartera, wreszcie nieograniczone możliwości badawcze, rysujące się w tak mało dotąd poznanym, peryferyjnym regionie świata starożytnego. W ponad 30 lat później, w roku 2002, Lech Krzyżaniak wraz z drugim „weteranem Sudanu”, Stefanem Jakobielskim, stanie w Chartumie przed reprezentantem sudańskiego rządu, aby odebrać z jego rąk najwyższe odznaczenie przyznawane obcokrajowcom – Gwiazdę Dwóch Nilów II klasy. Czyż może zdziwić, iż ten właśnie egzotyczny order Profesor cenił najbardziej spośród wszystkich, jakimi w przeszłości Go odznaczono… U progu lat 70-tych pradzieje północno-wschodniej Afryki coraz częściej zaczynały pojawiać się w sferze zainteresowań polskich archeologów, głównie jednak poprzez pryzmat najstarszych kultur paleolitycznych. Natomiast Lech Krzyżaniak dostrzegł dla siebie szansę na efektywną działalność naukową, podejmując się badań nad cywilizacją Doliny Nilu w neolicie – epoce ze wszech miar kluczowej dla zrozumienia genezy uformowania się państwa pierwszych faraonów. Idea ta zyskała życzliwe poparcie ze strony profesora Michałowskiego i dzięki temu problematyka schyłku prehistorii Egiptu i Sudanu włączona została wkrótce jako jeden z priorytetów do programu badawczego Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej – instytucji powołanej w celu koordynacji polskich prac badawczych na Bliskim Wschodzie i w basenie Morza Śródziemnego.